01
cze
09

O dominacji i mężczyźniątkach…

We współczesnych świecie ciężko jest mówić o dominacji seksualnej.  Społeczeństwo ponowoczesne jawie się jako utopia czasu i miejsca, ostoja „wszech-tolerancji”, która niestety nie jest tolerancyjna wobec poglądów innych niż przez nią tolerowane. To także miejsce wszelakiej równości. To zdaje się motywować społeczeństwo do tak daleko posuniętych dążności do tegoż stanu. Tym samym na drodze do pewnego sukcesu są te wszystkie ruchy społeczne, które zwracają uwagę na nierówności związane z płcią. Kobiety i mężczyźni zajmują już podobne stanowiska, jednak nierówno cenione. Dostęp do powszechnego systemu edukacji jest równy i nieograniczony. Do „równania” dochodzi także w sferze domowo – rodzinnej. Obowiązki rodzica rozłożono równomiernie, najlepszym tego przykładem, na tę chwilę, może być tzw. urlop tacierzyński.

To jednak zdają się być procesy uśredniania. Co to oznacza. Mężczyzna zaczyna przyjmować część płci kobiety, i odwrotnie, kobieta staje się w części mężczyzną. W ten oto sposób, powstaje człowiek ponowoczesny.

Medycyna i psychologia potwierdzają, że na zachowania przedstawicieli obu płci w znacznym stopniu wpływa chemia naszego organizmu – hormony. Każdy ma za zadanie, w wielkim uproszczeniu, wywołanie określonej reakcji w naszym organizmie. W ten sposób adrenalina wytwarzana jest bardzo intensywnie w stanie poczucia zagrożenia dla zdrowia lub życia. Hormon pobudza receptory i mózg tak by ten zareagował stanem gotowości do walki lub ucieczki, w celu ochrony przed zagrożeniem[1]. Endorfiny nazywane są hormonami szczęścia gdyż wytwarzają się i utrzymują tzw. „błogostan”. Wywołują stany euforyczne i występują w znacznych ilościach u osób zakochanych, lub w trakcie ekstazy fizycznej. Ich działanie jednak jest także inne. Otóż zwiększają one tolerancyjność na ból, podnoszą odporność organizmu na infekcje, zmniejszają odczuwanie głodu[2].

To przykładowe hormony wydzielane niejako „doraźnie” na chwilową potrzebę organizmu. Istnieje jednak także paleta hormonów regularnie produkowanych przez nasz organizm. Ciekawe jest tutaj ich zestawienie, na jeden pobudzający do jakiejś reakcji jest drugi wygaszający tą reakcję. W takiej dychotomii funkcjonuje hormon insuliny – podnoszący stężenie cukru we krwi, oraz glukagon zmniejszający tegoż stężenie. Jest także inna bardzo istotna para dychotomicznych hormonów, określanych jako płciowe. Testosteron to hormon męski, poza szeregiem funkcji wpływających na kształt i wygląd mężczyzny, ma także jeszcze jedną funkcję. W zależności od stężenia decyduje o poziomie agresywności mężczyzny. Okazuje się jednak, że współczesność z racji swojej „grzeczności” zmusiła mężczyzn do zmiany sposobu gospodarowania testosteronem. Agresja jaką powoduje przekładana jest na dążności ambicjonalne, chęć dominowania i umiejętności liderskie. Hormonem płci żeńskiej jest estrogen[3]. Odpowiedzialny za poprawność cyklu miesiączkowego, przebieg ciąży, ale także za opanowanie, oraz ogólny stan psychiczny kobiet zwłaszcza z uwzględnieniem okresu ciąży i wychowania.

Jak dowodził Pawłow i Freud u podstaw naszych zachowań leży sama biologia, dopiero zapotrzebowanie potrzeb z najniższych szczebli potrzeb umożliwia realizację kolejnych. Wobec tego u podstaw cech charakterologicznych leży biologia i wspomniane wcześniej hormony. Jaki to ma jednak związek z rzeczywistością? Okazuje się, że dość niewiele. Mężczyzna biologicznie ukształtowany do dominacji, działania i przewodnictwa stadu zostaje sprowadzony do roli „opiekunki domowego ogniska”. Kobieta natomiast z roli matki, opiekunki i ostoi, stała się „walczącym o przywództwo w stadzie samcem”. Wkroczono tutaj mocno na drogę konfliktu powierzonych ról, a ról uwarunkowanych biologicznie.

Istnieje jednak także druga strona tego zagadnienia, poza omówioną po części przed chwilą sytuacji antydominacji mężczyzn. Ciekawe bowiem zostaje zagadnienie dominacji psychospołecznej.  Obecnie możemy mówić nawet nie tylko o uległości mężczyzn co wręcz o wzrastającej feminizacji płci męskiej, oraz maskulinizacji płci żeńskiej. Dominacja kobiet jest więc w związku z tym oczywista, co natychmiast rodzi działania chcące przywrócić „naturalny stan rzeczy”. Pytanie jakie jednak się rodzi to czy warto było zacząć tak jawnie dominować.

Mężczyźni od zawsze byli pod przemożnym wpływem kobiet. Tylko, że te metody dominacji i wpływu nie były tak jawne. Sprowadzić to można do prostej i w przerażający sposób pasującej do sytuacji metafory militarnej. Otóż kobiety dominowały za linią wroga, działania były małe ale dawały kolosalne efekty, to jak działalność szpiegowska, natomiast współczesne metody dominacji przyrównać można do używania broni konwencjonalnej, zwanej także atomową.

To z powodu kobiet rozgrywały się największe i epickie pojedynki „na pistolety”, to o kobietę rozegrała się Wojna Trojańska, to pani Walewska była największą słabością Napoleona, a Ewa Braun była swoistym natchnieniem dla Adolfa Hitlera. W zasadzie ciężko jest wskazać na moment w historii gdzie za plecami mężczyzny nie stałaby kobieta, albo kobieta nie byłaby przyczynkiem do najbardziej znaczących wydarzeń.

Problem pojawił się także inny. Posługując się poselską metaforą – mężczyźni znaleźli się w rozkroku. Z jednej strony wymaga się od nich partnerstwa, z drugiej to partnerstwo sprowadza się do przyjęcia dominującej roli kobiet. Poza tym feministki walczą o pełne równouprawnienie, z drugiej mężczyźni są niejako relegowani do wypełniania niektórych obowiązków. Równość płciowa wymaga pozbycia się gestów ukazujących męską dominację i damską słabość, jednocześnie „ustąpienie miejsca” jest wyrazem dobrego wychowania. Partnerstwo wymaga dyskusji, jednak ostateczna decyzja powinna spocząć w rękach mężczyzny.

Poza tym równość w obowiązkach domowych i rodzinnych ma także sensu stricte szkodliwy wpływ na rodzinę i rozwój dziecka. Mężczyźni w swojej ułomności nie są tak cierpliwi i wyrozumiali jak kobiety. W związku z tym dużo łatwiej dają ponieść się nerwom przy „niesfornych” dzieciach. Co więcej psychologowie udowodnili, że do właściwego psychosomatycznego dziecka niezbędna jest obecność matki, a nie ojca. Ojciec jako „element użyteczny w życiu” pojawia się w świadomości dziecka dopiero około 5 roku życia.

Reasumując. Współczesna rosnąca dominacja kobiet odbywa się nie tylko kosztem mężczyzn, ale także dzieci i życia rodzinnego. Wpływ jaki wywierała „płeć piękna” został wyprowadzony na światło dzienne. I gdy dotychczas odbywał się zza kulis, a kobiety były de facto „głosem rozsądku”, suflerem dla mężczyzn w wielu sytuacjach, o tyle teraz kobiety postawiły stanąć przed mężczyznami w pierwszym rzędzie. Należy zwrócić uwagę, że ta działalność „pozasceniczna” odbywała się niejako dobrowolnie dla mężczyzn. Nieświadomi wpływu kobiety mieli poczucie swojej potęgi i stanowczości. Podczas gdy teraz wprost zdają sobie sprawę z prób narzucania im zdania kobiet i zaczęli stawiać opór. Dlatego nasuwa się pytanie czy warto było wychodzić z cienia mężczyzny, który i tak wykonywał większość sugerowanych mu aktywoności.


[1] http://portalwiedzy.onet.pl/37761,,,,adrenalina,haslo.html (strona na dzień 23.05.2009)

[2] http://portalwiedzy.onet.pl/24547,,,,endorfiny,haslo.html (jw.)

[3] Janiec Waldemar (red.), Kompendium farmakologii Wydanie II, Wydawnictwo Lekarskie PZWL, Warszawa 2006


2 Odpowiedzi do “O dominacji i mężczyźniątkach…”


  1. 1 Nadziejka
    4 czerwiec 2009 o 23:04

    Dobre oderwanie od nauki nie jest złe :P ;) Jestem tak wykończona psychicznie i fizycznie finansami, że nie mam siły na dłuższe komentarze, ale po przeczytaniu od razu ciśnie mi się na usta: NIE! Choć nie muszę tego robić, czuję po prostu potrzebę wyrażenia tego. Może sesyjny czas jakoś to podkreśla. Dawniej także nie było idealnie, z pewnych względów na pewno nie wróciłabym do nich; ale w obecnych czasach sprawy płci, ich dominacji, zaburzeń to po prostu kuriozum. Od jakiegoś czasu mam wrażenie, ze coraz więcej kobiet ubolewa nad obecnym stanem rzeczy, szkoda tylko, bo do pewnych rzeczy chyba nie da się wrócić. Poza tym tyle czynników ma jakoby “za zadanie” kształtować ten stan rzeczy. Eh temat godny nowej notki :P
    ja tymczasem będę się jeszcze musiała wczytać w nowe notki, bo dawno mnie tu nie było ;)

  2. 2 ewe
    8 czerwiec 2009 o 14:13

    “Mężczyźni od zawsze byli pod przemożnym wpływem kobiet. Tylko, że te metody dominacji i wpływu nie były tak jawne. Sprowadzić to można do prostej i w przerażający sposób pasującej do sytuacji metafory militarnej. Otóż kobiety dominowały za linią wroga, działania były małe ale dawały kolosalne efekty, to jak działalność szpiegowska…”
    że co proszę? Ciekawa jestem gdzie te kobiety miały się nauczyć tych metod dominacji? Może przy szydełkowaniu, gotowaniu? Nie mogły dominować bo nie były tego nauczone. Nie dopuszczano ich do głosu, a nawet jeśli ich słuchano to właśnie to wysłuchanie zależało jedynie od “widzimisię” mężczyzny. Dobrze wychowana kobieta nie dominowała, nie knuła, nie rządziła nawet w zaciszu domowym. Te które rzeczywiście miały znaczenie były wychowywane na niepokorne, niezależne (dziś pewnie nazwano by je kur**mi) i nie miały lekkiego życia albo musiały stać za plecami mężczyzn(walewska), nie miały wyboru. W pozostałych sytuacjach kobiety był przedmiotem a nie podmiotem działań(Helena). Wątpię czy Hitler robił cokolwiek dla Ewy Braun, ona była raczej jego ofiarą, zabawką.
    Czy kobieta nie ma prawa do mówienia własnym głosem, skoro piszesz że potrafi rządzić?

    Długo by opowiadać ale
    Finito
    Pozdrawiam


Dodaj komentarz




var gaJsHost = (("https:" == document.location.protocol) ? "https://ssl." : "http://www."); document.write(unescape("%3Cscript src='" + gaJsHost + "google-analytics.com/ga.js' type='text/javascript'%3E%3C/script%3E")); try { var pageTracker = _gat._getTracker("UA-10673220-2"); pageTracker._trackPageview(); } catch(err) {}